| |
2007-02-13 >> "...Guess who's back..."
W zeszłym tygodniu trwało La grande odliczanie, do ferii zimowych. Dwa tygodnie luzu, wysypiania się itp przyziemnych luksusów.
Liczyłam też, ze spedzę więcej czasu z G. ale najwyrażniej ... nieważne.
Ale z wysypianiem i luzem podobnie jak ze spotkaniami z G. - lack of such, what so ever.
Jutro walentynki a ja cieszę się tylko z tego powodu, że jutro wizyta u optyka i wreszcie ujrzę świat w not blured image.Może ta zmiana pozwoli mi docenić, cieszyc się tym co mam, bo at the time being everything just sucks.
skomentuj (2)
2006-06-18 >> A więc...
KASOWAĆ NIE BĘDĘ
ALE PISAĆ NIC NOWEGO TEŻ NIE ZAMIERZAM.
PROWADZENIE BLOGA GDY NIE JEST ON ANONIMOWY, NIE MA NAJMNIEJSZEGO SENSU.
CHCIAŁAM TU PISAĆ O TYM, O CZYM NIE MOGŁAM, NIE CHCIAŁAM ROZMAWIAĆ.
ALE CÓŻ. GDY DECYDUJESZ SIĘ UZEWNETRZNIAC NA ŁAMACH STRON WWW, TRUDNO JEST WYMAGAC OD BLISKICH ABY NIE DOCIEKALI, NIE MARTWILI SIĘ.
A JA CHCIAŁAM SIĘ TYLKO WYGADAĆ.
CZY TO ZNACZY, ŻE ZAŁOŻE INNY??
NIEKONIECZNIE.
CHYBA JUŻ GO NIE POTRZEBUJĘ.
NA KONIEC CHCIAŁABYM SERDECZNIE POZDROWIĆ I WIRTUALNIE UŚCISKAĆ :
Tysia, humorzastą paskudkę :-)
Darka, o którym możnaby pisać, pisać i pisac i tak nie zgłębić Jego9 złożoności.
Karola, któremu zyczę przede wszystkim spokoju i aby wreszcie znalazł swoje "miejsce" na świecie.
Trzymajcie się i dziękuję za obecnośc u mnie.
skomentuj (5)
2006-06-05 >> Always on my mind
Maybe I didn't treat you
Quite as good as I should have
Maybe I didn't love you
Quite as often as I could have
Little things I should have said and done
I just never took the time
You were always on my mind
You were always on my mind
Tell me, tell me that your sweet love hasn't died
Give me, give me one more chance
To keep you satisfied, satisfied
Maybe I didn't hold you
All those lonely, lonely times
And I guess I never told you
I'm so happy that you're mine
If I make you feel second best
Girl, I'm sorry I was blind
You were always on my mind
You were always on my mind
Tell me, tell me that your sweet love hasn't died
Give me, give me one more chance
To keep you satisfied, satisfied
Little things I should have said and done
I just never took the time
You were always on my mind
You are always on my mind
You are always on my mind
W wykonaniu króla Elvisa jest po prostu... ach.
skomentuj (2)
2006-05-21 >> Tyaaaa...
W piątek przed seansem kawka w Gemini. Szybkie hasło o... i pękam. Nie potarfiłam się powstrzymać.
Wracalismy z kina do domu już dobrze znaną trasą. Wszystko, tak jak zawsze, w najlepszym porządku. A jednak coś...
Krótka dyskusja na temat the filmu, jakieś dowcipy o perliczkach w bagażniku a ja... przez śmiech płakałam. W domku też wcale nie lepiej. Ciami tulił, głaskał a mój żołądek boleśnie kurczł się i rozlużniał, a z oczu rzeka płynęła. I tak jeszcze kilka razy.
Sobota wcale nie lepsza.
Dziś nawet nie padło hasło "XXXXX". Jest płytka a na niej zapis, w roli głównej "XXXXX". Ciami dał mi ja wczoraj ale odmówiłam bo... za wcześnie jeszcze.
Wstałam o 12, Ciami był w parcy. Z Mamą Beatą zajęłysmy się obiadem więc nie było kiedy ale parę minut temu zerknęłam na bloga Misia i ZNOWU.
Ciągle widzę Ich razem.
Razem a jednak osobno.
Nie chcę już tęsknić.
skomentuj (24)
2006-05-18 >> Bye bye
Oczy albo zaszklone albo wprost mokre od łez. Gdy się pojawiła, nawet szczególnie mi się nie podobała. Nie rozumiałam Twojej fascynacji, wręcz zakochania e tej "białej" bestyjce.
A teraz, wiedząc, że już nie zobaczę tej sylwetki "tygrysa" czekającego do skoku, lśniącej powłoki, nie usłyszę pomruku pieszczonego kociaka, gdy licznik wskazywał szaloną prędkość...
Już teraz za Nią tesknię.
Widziałam ją w środę rano. I wtedy nie pomyslałm, ze to może być ostatni raz. Nie przyjrzałam się Jej, nie pogłaskałam, nie wsłuchałam się.
Nie pożegnałam.
skomentuj (2)
2006-05-08 >> Są nas dwie???
A więc....
Jestem sobie na Świętojańskiej.Zmierzam w kierunku Batorego. Z naprzeciwka, w tym samym kierunku zmierza dziewczyna z chłopakiem. "Znam skądś tę dziewczynę".
Szłyśmy równolegle więc mogłam się przyjrzeć. Dziewczyna się uśmiechnęła i... BINGO.
Te same okrągłe policzki, te same kości policzkowe, usta i dołeczki w policzkach. Włosy tego samego koloru, minimalnie dłuższe, w kucyku.
MAM SOBOWTÓRA
Jakie to było dziwne. Szłam za nią krok w krok, mierząc od góry do dołu, wzdłuż i wszerz.
I jedyna różnica, oprócz gustu względem okryć wierzchnich jest taka, że Ona ma ładną, okrągłą, wystająca pupę, taką, o której pomyślisz, że wygodnie się na niej siedzi, nawet na twardej ławce.
Co jeszcze zauważyłam, to to, ze Ona tak jak i ja nie stosuje "gładzi szpachlowej" tj. żadnych oznak makijazu.
Dziwne to było, ale cholernie zabawne.
Teraz jak mnie ktoś na czymś przyłapie to zawsze mogę powiedzieć:
" Wasn't me" by Shaggy
skomentuj (12)
2006-04-30 >> Scratches
Gdybym miała obiektywnie odpowiedzieć DLACZEGO ? Nie potrafiłabym
Gdybym miała jednoznacznie wskazać na WINNEGO nie potrafiłabym
Gdybym miała powiedzieć jak bardzo PRZYKRO MI ? Nie potrafiłabym.
Czy mogę i czy chcę zrobić cokolwiek by TO się nie powtórzyło ? Zdecydowanie TAK.
Absurdalność, bezsens tego co miało miejsce, powoduje, ze uparcie szukam racjonalnego uzasadnienia i ... jest jeszcze gorzej.
Boję się.
Boję się, że te "małoznaczące" lecz uporczywe detale któregoś dnia mogą stać się na tyle nieznośne, że zniweczą to wszystko co dobre, ciepłe, szczere i ... Kochane.
Boję się, że zniweczą Nas.
skomentuj (4)
2006-04-27 >> "Girl's" nite .... in.
Przez 2 cudowne dni miałam mieszkanie tylko dla siebie , no i piesa. No wprowadził się także "tata" Ciami, ale nie wielki z Niego był pożytek, bo jego rola ograniczona była tylko do pełnienia funkcji "towarzyskich" – I nie, nie mam na myśli tańca J
W drodze do pracy zgubiłam flek od szpilek, więc wracając kupiłam drugą parę ( wydaję za dużo kasy ) Bad, bad me.
"Właściciele mieszkania" wrócili, więc mój tymczasowy azyl has expired. Po korkach wsiadam na rowerek, a potem ... no właśnie. Godzina wczesna, Miś w kinie z ziomkiem (podobno) a ja? "Sama". Biorę zniedołężniałego piesa na przymusowy spacer po dzielni i ... jednak Ktoś tam na Górze pamięta o mnie.
Piesa pod pachę i zawijamy się do rezydencji do Bartka, który czasami przyjeżdża do domku by napoić kwiatuszki i ... mnie przy okazji. Z rańca zryw do pracy więc tylko kilka kolejek złocistego trunku zagryzionego słodziutkimi pomarańczami.
I tak koło 3 kieliszka mój kompan i ja doszliśmy do błyskotliwego wniosku, ze dawno Tego nie robiliśmy. Meanin'. Dawno nie spotykaliśmy się tak na light'cie by cosik tam wypić i pogadać o zupełnie niczym.
No ale co zrobić. "Prezes" lokalnego klubu blokersów udał się do krainy deszczowców, posiadacz hacjendy pomieszkuję w willi... gdzieś tam na totalnym zadupiu, oficjalny błazen chyba spoważniał bo się ustatkował i ceni sobie wyżej rozrywki wyższych lotów, a zawinięta pani skarbnik vel Mła przeobraziła się w totalnego dorobkiewicza i nie ma czasu dla nikogo tylko dla swojego Misia. Smutne, yet true.
Ale spox, Da Pani Prezes ma niedługo wrócić, by zdać oblany egzamin na poruszanie się prywatnym środkiem lokomocji.
A na koniec mała konkluzja. Starzeję się. Dlaczego ? Dzieciaki z mojej dzielni kłaniają mi się, i niektórzy rodzice tesz :-(
skomentuj (4)
2006-04-17 >> Bezpiecznie, cieplutko i ... mokro....
... było mi dziś rano. Misiek sie obudził i pobiegł siusiu z samego rana (czyt. koło 11tej) a gdy wrócił wylał mi pół kubka zimnej wody na kark.
- "Ciamach, Ty pało"
Cisnęłam Go mokrą poduszką i zabrałam jego, suchą. A potem.... :-]
Godzina pózniej.
Bierzemy wspólną kapiel. Leżymy w wannie pełnej gorącej wody. Schwyciłam w łapki duzą myjkę. Nasączona wodą była więc rzuciłam nią w Ciamacha (wysokość twarz-tors) i dumnie z satysfakcją dziecka mówię:
- "Dyngus"
On się na mnie patrzy tak pobłażliwie, że...
No tak. Jesteśmy cali w wodzie a ja się jaram, ze rzuciłam w Niego mokrą myjką.
Ale zemsta, no nie LOL
skomentuj (4)
2006-03-29 >> Dajemy radę? No baaaaa....
Po sobotnim przesileniu nerwów z powodu nieznośnej niepewnosci, w niedzielę nastapiło rozlużnienie. Podmiot się odezwał i obiecał podjecie działań.
Poniedziałek, jak to poniedziałek, był paskudny więc nie ma o czym mówić.
Natomiast wczoraj prosto z pracy do Misia. Wyskrobałam jeden "bonusowy" dzień, by być przy Nim, w Jego domciu z Jego Mamą. Apropos The Mamy, dziś, gdy Miś ewakuował się już do pracy, Mama Beata i ja wyruszyłyśmy na łowy pt."Spodnie" dla mnie i "Dzwonek" dla Mamy Beaty.
Mi się powiodło, nawet podwójnie. Po owocnych zakupach w Klifie podreptałam na Świętojańską i ... SĄ !!! Wypatrzone w styczniu, choć wtedy zbyt mocno dopasowane, dziś stały się moje w rozmiarze jeszcze mniejszym!!! Jak to rozumieć ??? Stres mi służy??? To ja, tak na przyszłość, wolę się świadomie pogłodzić.
Wreszcie wiosna. Już wczoraj fruwałam prawie jak skowronek, przemierzając dumnie trasę między gdynią i sopotem.
A co najważniejsze, moja przyjaciółka z "dobrych czasów" dziś urodziła córeczkę. Na świecie pojawiło się nowe stworzonko o niebanalnym imieniu Amelka. Amelka będzie szczśliwym dzieckiem, bo ma szczęśliwych i kochających się rodziców. Ach... :-)
skomentuj (3)
2006-03-22 >> 11 miesięcy
To i mało i dużo.
Dla mnie jednak lepszym miernikiem jest znajomość danej osoby.
Czy znam Grzesia?
Tak, choć napewno niedogłębnie, bo to niemozliwe.
Nasz zwiąek od samego poczatku nie był typowy, więc to wszystko co Nas łączy również jest wysoce nietypowe.
Nietypowo myślimy o sobie
Nietypowo traktujemy się wzajemnie, nietypowo odnosimy się do siebie... nietypowo odstajemy od wszystkich innych, których znamy.
Stanęłam dziś twarzą w twarz z dziewczyną, którą G. kiedyś był mocno zainteresowany.Potem jechałyśmy tym samym autobuse, siedząc naprzeciwko siebie.
Przyglądałm się twarzy tak dobrze znanej z licznych, finezyjnych fotek.
Atrakcyjna, kusząca, kobieca. Jednym słowem nieprzeciętny okaz.
Jednak gdy stała tak na przystanku lekko przygarbiona (zapewne z powodu zimna), w "znoszonym" makijażu, ze spierzchniętymi ustami i przygaszonym spojrzeniem, wcale nie przypominała tego przebojowego i uwodzicielskiego kociaka.
Normalna drobniutka dziewczyna, koło 30tki,wzrostu sredniego, która napewno nie przykułaby mojej uwagi gdyby nie fakt, ze to właśnie Ona.
A moze żle ją oceniam. Może to co dziś widziałam to tylko "wypadek przy pracy", i że prawdziwa Ona to ta kreacja z fotek???
W związku z tym spotkaniem mam tylko jedno do powodzenia :
Selfcreation is the key to short term sucess.
skomentuj (3)
2006-03-15 >> Tak z off'u
Jestem na korepetycjach u wyjatkowo bystrego dzieciaka. Pytam:
- "Co robiliście ostatnio na angielskim w szkole?"
- "Ostatnio grałem w bierki"
I wcale się nie dziwię. Łobuz i tak wie więcej od tha nauczycielki.LOL
skomentuj (5)
2006-03-14 >> Jesuuuuuu....
Miejsca sobie nie mogę znależć.
Samopoczucie pogarsza się z dnia na dzień.
Każdego ranka jest mi co raz trudniej znależć motywację, by w ogóle podnieśc się z łóżka.
Wszystko dookoła jest wstrętne - odbicie w lustrze wcale nie ustępuje.
Brakuje mi tylko drapiezności. Wtedy mogłabym przynajmniej powalczyć.
A tak? Tylko apatia i marazm.
skomentuj (1)
2006-03-13 >> I znowu poniedziałek
Jestem wstrętnym zazdrośnikiem.
Zazdroszczę tym wszystkim, którzy wstają rano, idą do pracy na 8 godzin i wracają do domu.
Ja wstałam o 6.00, pojechałam do Gdańska na 90 minut zajęć, potem szybko na jakieś śniadanie do domu i znowu do Hotelu na kolejne 90minut. Nastepnie 180 minut w Redłowie i kolejne 60 u mnie.
Obiektywnie na to patrząc, ktoś moze stwierdzić, że najprościej w świecie zrzędzę i, ze nie jeden by tak chciał. Czy oby napewno??? I don't think so.
W piątek dostałam ofertę pracy na stałe, ze wszystkimi świadczeniami za całe 1100, 1200 pln miesięcznie w podstawówce w mojej dzielnicy.
Odmówiłam.
Możliwości rozwoju? Zerowe.
Nowe doświadczenia? Brak.
W dodatku godziny pracy zablokowałyby korepetycje, nie mówiąc już o lektoratach w OKeju.
Myślałam, że gdy już się obronię to będę skakać ze szczęścia przez przynajmniej miesiąc. Póki co, nawt większej radości nie było ( i już nie będzie)
Na dzień dzisiejszy wiem, że muszę zbierać fundusze na lekarza - tym razem mam nadzieję, że to już będzie koniec powieśći pt."Przygody ze stomatologią"
A tak w ogóle to wiem, ze to co najbardziej mi dokucza to ta przewlekła, wręcz permanentna zima.
Już marzec na dobre się rozkręcił a wiosny jak nie ma to kurwa nie ma.
Mam już dosyć ciepłych kurtek, dlatego w zasadzie od miesiąca wolę przyodziewać się w znacznie lżejsze, aczkolwiek nie zawsze stosowne fatałaszki.
Mój pokręcony organizm ma problem z tolerancją zimy,wręcz nie teoleruje jej w ogóle.
Brakuje mi biegania. Męczą mnie monotonnie pokonywane kilometry w "zaciszu domowym". Ale jakoś nie potrafię wykrzesać tej energii sprzed roku - niestety, mróz zaczął mnie odstraszać.
A tak w ogóle to brakuje mi spacerów z piesem na plaży, gdy słońce już zanurza się w morzu.
Tęsknie za spacerami, bądż po prostu wylegiwaniem się na plaży z Misiem. Ogólnie to w ogóle mi Go brakuje. Weekendowy związek to tak jakoś not enough 4 me.
Ja poproszę o jakiś ciepły, naturalny zbiornik wodny. Popływałabym sobie... z Misiem :-(
Ps. Nie mam przy boku nikogo kto... więc chyba jednak nie obędzie się bez zakupów w papierniczym.
skomentuj (2)
2006-03-09 >> Hmmm...
Tak się zastanawiam - po co mi blog skoro -szczerze mówiąc- nie mogę tutaj pisać wszystkiego.
Postawmy sprawę jasno.
Blog=pamietnik
A czy ktokolwiek z Was autocenzurował się prowadząc pamiętnik? I thought so, so...
Mam takie dwa pudła, w których gromadzę jakieś stare zdjęcia, listy mniej lub bardziej miłosne no i pamiętniki z różnych okresów w moim życiu. Wczoraj zerknęłam w taki właśnie, z czasów liceum. Czytając niektóre zapiski sama przed sobą się wstydziłam :-)
Anywaysssss.....
z przykrością stwierdzam, ze notki zamieszczone na tejże stronie są po prostu "pobieżne" wobec tego jak i co kiedyś pisałam. I nie, nie jest to owocem naturalnej ewolucji - że niby z pewnych spraw wyrosłam, że nie mam pewnych lęków, bądż też kretyńskich przemyśleń natury egzystencjalnej.
Jakiś czas temu będąc w papierniczym zwróciłam uwagę na pergaminowe, klasyczne pamietniki. Przez chwile miałam ochotę sięgnąć po taki. Ale... jednak nie.
Gdy siadam przy klawiaturze, w głowie mysli się mnożą. Przykładam palce do klawiatury i...
WARNING WARNING WARNING
... a na strone trafia promil tego czym chciałabym się podzielić.
Zahamowanie przed całkowitym odsłonięciem nie wynika z obawy przed "życzliwymi" komentarzami, bynajmniej. Prawdziwy powód jest inny, i Ci bystrzejsi (znający troszkę temat) zapewne wiedzą o czym mówię.
Więc...
a) smienić adres strony
b) zaryzykowac i ... zaryzykować
c) zostawić tak jak jest, próbować enigmatycznie przemycać "pewne" sprawy + poczucie "półprawdy"
So...anybody, please?
skomentuj (4)
2006-03-07 >> Men are ... impossible
Czy ja mam na czole wypisane "Desperately need a man" ??
No dobra, od początku.
Od wczoraj mam "trudne dni", w dodtku bardzo "uporczywe". Tak więc w związku z podłym nastrojem postanowiłam wbić we własny image i podarowałam sobie autfit typowo belferski.
Po zajęciach w Novotelu zeszłam na dół, do baru, gdzie barmanką jest moja uczennica. Pijemy kawkę z Irish Cream - by znieczulić pewne partie mięśni. Kilka miejsc dalej siada gość hotelowy. Ja z B. łelala - jak to baby - gdy owy gość przysiada się i włącza do dyskusji. Koleżanka się dziwnie uśmiecha i wpatruje we mnie. Nic nie czaję. Rozmowa rozmową, gdy nagle facet się pyta czy moze w końcu umówię się z nim przynajmniej na kawę.
Ja odpowiadam, ze kawę to właśnie piję a co ma znaczyć to "w końcu". On się dziwnie uśmiecha, zerka na koleżankę-barmankę. Mając wylane na całą tę nieco absurdalną sytuację nie dopytuje. Za chwilę facet pyta czy podobały mi się kwiaty. Kwiaty?? Jakie kurwa kwiaty znowu?????? No i mnie olsniło. To ten sam facet, który latem, gdy dawałam z buta po Oliwie na korki, zatrzymał się i wręczył mi róże. Okazało się, ze to jakiś ważny Pan Byznesmen. Szybko się zreflektowałam i powiedziałam, ze moja sytuacja się nie zmieniła. Wciąz szcześliwie zakochana, w stałym związku. A on co na to???
"Jeżeli chodzi o mnie to mi to nie przeszkadza"
Good for you - pomyślałam.
"Ale u mnie sytuacja takze pod tym względew się nie zmieniła - dwoje to para, troje to tłum (a pomyslałam "zboczenie")A mi skład obecnego duetu odpowiada w 100%" odpowiedziałam.
A on na to z dziwnym usmieszkiem, że wierzy, ze mój męzczyzna to uroczy człowiek, aczkolwiek on zaprasza tylko mnie.
I tu już nie chcało mi się śmiać. Inteligentny, najwyrazniej bystry facet a taki oporny.
No means No.
Nie miałam juz ani ochoty ani czsu na grę słów, więc podziękowałam koleżance za kawę a panu odpowiedziałam, że stanowczo nie jestem zainteresowana.
Facet wyciąga wizytówkę i mówi:
"Na drugiej stronie jest mój prywatny numer. Może kiedyś się Pani zdecyduje"
Więc zakładając kurtkę rzekłam:
"Ładna, musiała trochę kosztować, więc może da Pan ją komuś kto z niej skorzysta. Do widzenia"
Za godzinę dzwoni do mnie kolezanka-barmanka. Zostawił u niej tęze wizytówkę. Kolezanka śmieje się jak diabełek i mówi:
"Ale Aguś, może warto??? Wykosztowałaś się ostatnio na szkołę"
na co ja : "owszem, ale rozczpoczęcia nauki w następnej nie planuję"
No to co Panowie, zarzucacie Nam, kobietom rozwiązłośc a sami namawiacie, kusicie i nie akceptujecie sprzeciwu. To taki "survival test" ?
Sie usmiałam :-)
skomentuj (3)
2006-03-02 >> So far, so good
Co prawda dopiero DRUGI ale jakoś "idzie".
Dwa dni temu poziom tęsknoty za G. ponownie osiągnął poziom szczytu, tak więc środę odbimbałam w pracy tylko dzięki mysli, ze już o 20stej go przytulę.
No i przytuliłam, tylko, ze tak zdechła-wypompowana, że... o północy jedyne o czym marzylam to kawałek łóżka i podusia. Wcześniej zalegliśmy na kanapie oglądając film, diabelnie wygodnej kanapie, i to zapewne ona mnie tak rozleniwiła. Więc po seansie śliniłam się na myśl o łóżeczku. Totalnie wyeksploatowana wtuliłam się w ciepłe plecy Misia. Co dziwne tak też zasnełam. Nie wiem ile czasu spałam ale w pewnej chwili poczułam cieplutkie usta Misia nad... na kregosłupie :-P
Potem mało subtelne lecz zdecydowane i Ukochane dłonie. Momentalnie rozbudzona, lecz nie obudzona odwróciłam się na plecy i...
A potem już było bardzo intymnie, bardzo ciepło, bardzo blisko.
A potem znowu wtuliłam się w te same, tylko jeszcze cieplejsze plecy.
Sen w naszym przypadku jest na wagę złota, ale w taki sposób mozna mnie budzić zawsze :-)
Zauwazyłam, że ostatnio co raz częściej zastanawiam się, mmm, rozmyslam nad NICZYM. Serio. Przez długie chwile mogę wpatrywać się w jakiś, nawet ruchomy punkt i paradoksalnie nie koncentrując się na nim w ogóle pochłaniają mnie mysli na temat ani bliżej ani dalej nieokreślony. Tak jakby coś w oddali cichutko szeptało, na tyle niewyrażnie, że nie potrafię rozszyfrować stłumionego dzwięku.
Banalne ale po chwili refleksji nie daje mi to spokoju.
Cholera, niepotrzebnie znowu lit odstawiłam :-P
skomentuj (2)
2006-02-28 >> Tyaaa....
Widziałam Go po raz ostatni w poniedziałek rano. Towarzyszył mi podczas odbrony.
Zachowywał się... jak wariat. Tylko po to by oderwac mnie od mysli o egzaminie licencjackim, który nastąpił kilka chwil póżniej.
Kochany Ciami.
Dzisiaj dopadła mnie niemiłosierna tęsknota. Tęsknię więc dzwonię by przynajmniej usłyszeć ciepły głos. I cio? Mama Beata odbiera telefon. Ciami bawi się w garażu - montaż short shiftera, czy cuś na ten styl? Nieważne. Liczy się, że Go nie ma. Mijają 2 godziny. Nie odpiuje na smsa. Dzwonię. Nie odbiera. Dzwonię znowu. I słysze zdyszany głos. Gdyby nie hałas iście garażowych procedur to bym była zaniepokojona :-)
Tak czy inaczej, rozmawiać nie bardzo może więc... dzwoni za kilka minut i przez 1 minutę sekund 40 zdażyłam poskamleć jak szczeniak z Ciapkowa, że tęsknię, a On wrócił do zabawy "na kanale".
Tęsknie.
Teraz mam naburmuszoną minkę, i jak rozpieszczona jedynaczka marszczę brwi z niezadowolenia bo....
Tęsknię.
Dawno tak nie tęskniłam. Gdyby nie fakt, ze nie jest to najmilsze doświadczenie w życiu, to byłabym nawet zadowolona bo... dawno tak nie tęskniłam :-)
Wczoraj po kilkumiesięcznej walce ze szkołą wreszcie się obroniłam i wreszcie jestem w pełni wykwalifikowanym nauczycielem.Tylko czemu mnie to wcale tak nie cieszy. Może dlatego, że to zwycięstwo jest troszkę gorzkie? A może wcale nie troszkę, tylko cholernie?
Anyways, tak jak i obiecałam Temu na Górze, słowa dotrzymam. Jutro PIERWSZY więc... time to put some action to the noble intentions.
Ps. Misiuuuuu.....
skomentuj (2)
2006-02-20 >> Haaaa !!!!
I co? I to, że znowu okazało się, że decydującym argumentem w jakichkolwiek sporach są pieniadze.
Przez 4 miesiące, raz w tygodniu, jeżdziłam do mojego promotora. I co ??? I zawsze coś, a w zasadzie to wszystko do bani. Z tygodnia na tydzień moja praca była poddawana rozwalaniu na części pierwsze. Ja niekompetentna? Ok, poprosze kogoś kto to przeszedł i zrobił to wszystko NA TIP-TOP. I co ?? I też żle, I znowu tniemy, tym razem Nasze (moje i G. dzieło) na części pierwsze. I co ? I znowu żle.
Poddałam się, ugiełam - zapłaciłam haracz za ten"szósty" "poprawkowy" semestr. Zawiozłam potwierdzenie wpłaty i tego samego dnia pan promotor kładzie na stole moją pracę BEZ JAKICHKOLWIEK POPRAWEK WŁASNEGO AUTORSTWA.
Nagle wszystko jest ok. Podpisuje świstek dopuszczający mnie do obrony.
A ja, w szoku, biagam do dziekanatu by załatwić resztę papierkowej roboty.
A teraz czas na reklamę.
Jeżeli poszukujesz uczelni, która przygotuje Cię do wykonywania zawodu (fililoga, nauczyciela, tłumacza, pedagoga) omijaj szerokim łukiem POMORSKĄ WYŻSZĄ SZKOŁE HUMANISTYCZNĄ W GDYNI.
Koniec komunikatu.
Jeżeli któremukolwiek z Was przydarzy się podobna sytuacja i nie będziesz miał przy sobie wsparcia - jakie ja otrzymałam od Grzesia i Mamy Beaty - no to polecam pokażne konto bankowe i ... znajomego lekarza, który będzie przepisywać PROZAC i RELANIUM bez ograniczeń.
Dziękuję Kochanie.
skomentuj (4)
2006-02-19 >> No more fuckin' around
Nie wiem jak przetrwam dzisiejszą noc, jutrzejszy dzień w pracy.
Czuję się jak oskarżony oczekujący na wyrok.
We mnie tylko strach.
Boje się.
Boję się bo tym razem, po raz pierwszy, nie mam wpływu na to co się wydarzy.
Jutro albo będę skakać z radości, całować ludzi na ulicy albo... sama na niej zostanę.
Przeraża i paraliżuje mnie mysl, że od "widzi mi się" jednego człowieka zależy moja przyszłość.
A ten człowiek nawet nie ma o tym pojęcia - gdyby nawet, i tak ma to gdzieś.
Boże, boję się. Wiesz co Ci obiecałam i jeżeli tylko "uda" mi się, spełnię obietnicę w całej rozciągłości.
skomentuj (1)
|
|
|